|
Kontrowersje Problemy społeczne rozwiń listę ![]()
|
20.07.2011 Weekend Bez Ofiar to kampania, nie rzeczywistość 28 zabitych, 368 rannych, 1703 zatrzymanych nietrzeźwych kierowców. Nie tak wyglądać miał „Weekend bez ofiar” (24-26.06 br.) – kampania społeczna z rozmachem przeprowadzona przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad. W radiu oraz telewizji emitowano spoty reklamowe, odbywały się liczne festyny rodzinne, strona internetowa akcji wabiła e-learningami. Skoro zrobiono tyle, skąd tych 28 zabitych i 368 rannych oraz 1703 nietrzeźwych? W drugiej odsłonie kampanii postawiono przede wszystkim na wymiar edukacyjny – znów nie straszono odbiorców, nie epatowano krwią i rozbitymi wrakami, ale rzetelnie informowano o zasadach bezpiecznego prowadzenia samochodu. Na stronie internetowej można było wziąć udział w szkoleniu e-learningowym, a na piknikach rodzinnych przekazywano, jak unikać zagrożeń w ruchu drogowym. Uruchomiono także specjalny system informowania o utrudnieniach na drogach. Za symboliczną opłatą można otrzymywać smsy z doniesieniami z polskich dróg.
Stworzona przez GDDKiA wizja kampanii jako długoterminowego działania na rzecz poprawy bezpieczeństwa w ruchu drogowym nie przebiła się do świadomości opinii publicznej, która odebrała „Weekend bez Ofiar” dosłownie – miało być bez ofiar, a ofiary przecież są. Claim kampanii zakomunikował opinii publicznej założenie, że poprzez działania edukacyjne można, jeśli wszyscy bardzo się postarają, niemal natychmiast to osiągnąć. Całkiem jednak prawdopodobne, że akcja przyniesie odroczony skutek. Kierowcy, których udało się w nią zaangażować zostaną wyposażeni w wiedzę dot. bezpiecznej jazdy samochodem, a dzieci, które brały udział w festynach zyskają świadomość, że to bardzo ważne. Tegoroczny eksperyment nie wykazał poprawy bezpieczeństwa na drogach, ponieważ nie utrwaliły się jeszcze odpowiednie postawy. Być może dopiero kolejne edycje akcji przyniosą wymierną poprawę. Tak interpretuje tę sytuację także Artur Mrugasiewicz z Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. – Sama nazwa wskazuje przecież, że to eksperyment. Dowodem skuteczności akcji jest m.in. ilość rozmów, w tym nasza, na temat bezpieczeństwa drogowego. Taka ogólnospołeczna debata na ten temat jest niezwykle cenna. Naszym celem jest uświadamianie Polakom jak ważne jest bezpieczeństwo w ruchu drogowym i jak kluczowa jest wiedza w tym zakresie. Akcja z pewnością będzie kontynuowana. Będziemy ją tak długo powtarzać, aż jej cel się urzeczywistni – kończy Mrugasiewicz. Grupa, która nie istnieje, a temat jest niezrozumiały Spot kampanii był oszczędny w formie, a jego narrator apelował do tych uczestników ruchu drogowego, którzy lekceważą zasady bezpieczeństwa o pozostanie w weekend w domu. Mateusz Wojnarowski tłumaczy, że tak postawiony komunikat miał na celu sprowokowanie odbiorców do autoanalizy swojej postawy na drodze. – Apel „Zostań w domu!” skierowany był do tych, którzy stwarzają ryzyko wypadku drogowego – mówi Wojnarowski. – Przyjęliśmy założenie, że jeśli wszyscy kierowcy, piesi i rowerzyści, którym zdarza się świadomie łamać przepisy nie pojawią się na drogach, to istnieje szansa urzeczywistnienia weekendu bez ofiar tu i teraz. Założenie niewykonalne, wręcz absurdalne, idealny motyw ciekawej, angażującej i zmuszającej do myślenia kampanii – kontynuuje Mateusz Wojnarowski. Organizator kampanii postanowił zrealizować jedną, uniwersalną linię kreacyjną, skierowaną do wszystkich użytkowników dróg, nie tylko kierowców, ale również pieszych, rowerzystów czy pasażerów co wynika z idei akcji zaczynającej się od przymiotnika „narodowy”. W praktyce mogło to osłabić oddziaływanie kreacji. Najsłabszym ogniwem bezpieczeństwa drogowego są osoby młode, skłonne do brawurowej jazdy, niedoświadczone. Zaangażowanie ich w kampanię mogłoby przynieść najbardziej wymierny efekt. Specjalnie dla tej grupy kierowców zorganizowano w Warszawie grę miejską pod nazwą Miejski Eksperyment Bezpieczeństwa, udział w niej wzięło ponad tysiąc młodych ludzi. Takie akcje z pewnością skutecznie zaangażowały część osób z grupy ryzyka i wyposażyły ich w fachową wiedzę. Udział w takich eventach bierze grono osób już zainteresowanych tematem, których nie trzeba już raczej przekonywać co do celu akcji. Z drugiej strony można powiedzieć, że do tych, dla których bezpieczeństwo w ruchu drogowym nie stanowi tematu refleksji kierowanych jest co roku dziesiątki innych kampanii. Powyższe komentarze można odbierać dwojako. Z jednej strony może takich właśnie reakcji odbiorców oczekiwano, bo dzięki temu udało się wzbudzić zainteresowanie problemem na skalę masową. Z drugiej strony tak rozumianego komunikatu odbiorcy mogli nie uznać, stwierdzając, że akcja ich nie dotyczy, a nawet sprzeciwić się jej przesłaniu. Ktoś, kto ma wrażenie że próbuje się ograniczyć jego wolny wybór, działa tak by udowodnić, że mamy nadal ma możliwość decydowania, zazwyczaj działając przeciwnie do oczekiwań. Za dużo
![]() Prosimy zalogować się aby komentować, dziękujemy. TE ARTYKUŁY MOGĄ CIĘ ZAINTERESOWAĆ |
© 2007-2012
Wydawca: Fabryka Komunikacji Społecznej
Wszystkie prawa zastrzeżone.
Inicjator: Fundacja Komunikacji Społecznej
Projekt: Lunatikot
Realizacja: Progressiva
Kanały RSS: Kampanie, Wydarzenia, Opinie, Kreacje, CSR/CRM
Przetłumacz stronę (Google Translate):