|
Kontrowersje Problemy społeczne: rozwiń listę  zwiń listę  |
12.01.2008 Jestem przystojny i zamożny, dlatego mogę być kim chcę Pewnego razu, kiedy nie byłem jeszcze obrońcą praw człowieka, robiliśmy na zajęciach z prawa administracyjnego symulację procesu. Do sądu, czyli do nas, wpłynął wniosek o zmianę imienia. Człowiek ze Śląska chciał sobie zmienić imię z „Jan” na „Hans”. Twierdził, że rodzice nie mogli mu nadać niemieckiego imienia, bo urodził się niedługo po wojnie, kiedy nastroje antyniemieckie były silne, ale czuje się Niemcem, dlatego chce mieć niemieckie imię.
Ustawa mówi, że imię można zmienić z „ważnych powodów”. Co za bzdura, pomyśleliśmy z koleżanką. Facet przez 55 lat żył z imieniem „Jan”, a teraz nagle chce zmieniać – i wydaliśmy decyzję negatywną. Jakież było nasze zaskoczenie, gdy okazało się, że przegraliśmy – w podobnej sprawie Naczelny Sąd Administracyjny uznał wniosek za zasadny.
Jakież było moje zaskoczenie, kiedy okazało się, że żaden z bohaterów kampanii „Jestem Polakiem/Jestem Polką” nie chce wyrażać swojej tożsamości inaczej niż nazwą swojej drugiej, poza polską, narodowości. Nikt nie ma imienia nawiązującego do jego pochodzenia ani żadnych atrybutów tożsamości jak jarmułka czy chusta. Czarno-białe zdjęcia dodatkowo niwelują różnice odcieni skóry.
Jedno z klasycznych ćwiczeń antydyskryminacyjnych to inicjowanie debaty nad tezą „W Polsce lepiej jest być czarnoskórym niż gejem”. A klasyczna odpowiedź to, „lepiej jest być gejem, bo orientację można ukryć, a kolor skóry – nie”. To prawda, można ukryć, ale w równym traktowaniu nie o to chodzi. Chodzi na przykład o to, że jeśli pary heteroseksualne mogą chodzić za rękę, to pary innych orientacji też mogą. Tak samo mniejszości narodowe, etniczne czy religijne powinny móc akcentować swoją tożsamość strojem, imionami, symbolami. Oczywiście, tylko jeśli mają na to ochotę. Tymczasem żaden z bohaterów kampanii nie eksponuje swojej tożsamości. Cała kampania zdaje się mieć wymowę „my, mniejszości, w ogóle niczym się nie różnimy od większości”. Co jednak z osobami, które chcą się różnić? To właśnie one są narażone na dyskryminację, z którą miał walczyć Europejski Rok Równości. Jednak w kampanii „Jestem Polką/Jestem Polakiem” nic się o tym nie dowiemy – ani z billboardów, ani ze strony www (która w ogóle nie wiadomo po co jest, skoro ani nie angażuje, ani nie daje większej ilości informacji).
Ucieczka w akademię
Działania na rzecz równości i tolerancji bywają różne. Czasami postawy antydyskryminacyjne są bardzo płytkie, a wielokulturowość powierzchowna i cepeliowa. Wciąż zdarza się, że w szkołach sprzątających żydowskie cmentarze, zaangażowanych w prawa człowieka, zupełnie nie ma przestrzeni na dyskusję o tolerancji wewnątrz szkolnej wspólnoty. Podczas jednych z takich właśnie powierzchownych wydarzeń Europejskiego Roku Równych Szans opadły mi ręce: pod koniec dwudniowego szkolenia, kiedy omawialiśmy przykłady dyskryminacji, jedna z organizatorek pochwaliła się, że „równość równością, ale ona zawsze będzie wynajmować swój dom azjatyckim ambasadom, a nie studentom, bo tak świat jest zorganizowany”. Ale były też podczas tego Roku wydarzenia ważne: na Dworcu Centralnym długo stały zdjęcia osób, które były dyskryminowane ze względu na wiek, pochodzenie czy orientację seksualną. Kampania Przeciw Homofobii prowadziła portal MultiKulti, pełen niełatwych tekstów. Fundacja Kobieca szkoliła trenerów i trenerki z grzebania ludziom w tożsamości.
Mimo tych wszystkich wysiłków Europejski Rok Równych Szans dla Wszystkich zakończyliśmy tak jak zaczęliśmy – z polską wersją „Kompasu” wciąż niedostępną w sprzedaży, bez ustawy antydyskryminacyjnej i urzędu koordynującego politykę równościową. Dlatego oczekiwałbym, że kończąca ten Rok kampania Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich postawi przeciętnego Polaka przed trochę trudniejszymi dla niego pytaniami. Pokaże mniejszości, których oficjalnie nie ma, jak Wietnamczycy czy Czeczeni. Zapyta, czy można być Polakiem mając czarną skórę. Albo chociaż – nie będzie malować wszystkich jako reprezentantów klasy średniej, wykonujących szanowane zawody. Bo przecież statystyczna młoda Romka nie jest doktorantką, prawda? A wielu specjalistów od dyskryminacji powie zapewne, że nie jest doktorantką dlatego, że jest Romką. Choć może wtedy patronką takiej bardziej kłującej oczy kampanii nie mogłaby zostać małżonka Prezydenta?
Test wyboru
A na koniec zagadka: dlaczego kampania realizowana w ramach przypadającego w roku 2007 Europejskiego Roku Równych Szans dla Wszystkich, zaczyna się 10 stycznia 2008?
a) Władze Polski uważają równe szanse dla wszystkich za sprawę tak ważną, że obchodzą Rok w 2008 a nie 2007, bo rok 2008 jest rokiem przestępnym i dzięki temu Europejski Rok Równych Szans dla Wszystkich będzie obchodzony w Polsce o dzień dłużej niż w innych krajach.
b) Władze Polski uważają równe szanse dla wszystkich za sprawę tak ważną, że Europejski Rok Równych Szans dla Wszystkich, który rozpoczął się w 2007, będzie trwał już zawsze.
c) Władze Polski uważają równe szanse dla wszystkich za sprawę ważną. Jednak na wszelki wypadek, aby uniknąć kontrowersji w Radzie Ministrów między niewysoką panią a wysokim panem, ministerstwo odpowiedzialne za Rok przez ponad pół roku nie podpisywało umów z organizacjami, które wygrały w konkursie na działania. Dlatego organizacje, które nie miały dość własnych środków i wiary, że dostaną pieniądze, nie mogły realizować zaplanowanych projektów w terminie.
Oczywiście nie wiem na pewno która odpowiedź jest prawdziwa, ale mam swój typ – a Wy?
Wojciech Makowski
Autor jest działaczem i trenerem praw człowieka, byłym prezesem polskiej sekcji Amnesty International.
---- Opis kampanii i kreacje: Jestem Polką / Jestem Polakiem  Prosimy zalogować się aby komentować, dziękujemy. Ewa 15.01.2008 | Romka-doktorantka jest ok (bo pokazuje, ze Romki też czasem inwestują w edukację a nie tylko mąż od 14 . roku życia). Ale Romka nie-doktorantka też by się przydała. Fajny tekst |  | nordbert 17.01.2008 | bzdura. a co z narodem i krwia? czemu nie ma takich plakatow w irlandi, analogicznie, jestem zdzisiek - jestem irlandczykiem?
wiele dzieci juz sie urodzilo na irlandzkiej ziemi, jak sie roznia od zydow ktorzy byli w polsce od paru wiekow?
i to w zwiazku radzieckim bylo tak iz nie wazna narodowosc - wszyscy byli sowietami. |  | Wojtek Drath 18.01.2008 | Mnie się ta kampania podobała, ale nie to jest najistotniejsze. Najważniejsze w tym jest moim zdaniem znalezienie równowagi między buntem i akceptacją. Chodzi o to, że jak się działa społecznie to trzeba się buntować, ale żeby działać skutecznie trzeba akceptować rzeczywistość. Do tej kampanii ma się to tak, że ta kampania gdzie indziej znajduje punkt równowagi niż autor artykułu - i być może to dobrze ze względu na grupę docelową. Gdyby kampania była kierowana do działaczy to byłaby za słaba i miałby rację Artur. Jednak był kierowana do szerokiego odbiorcy - zwłaszcza do ludzi którzy mają problem z tolerancją. U takich ludzi pokazanie osób bardzo innych i nazwanie ich Polakami wzbudziłoby tylko złość i zacietrzewienie. Pokazanie sympatycznych, ładnych dziewczym wywołuje odruch sympatii. W reklamie nie chodzi o rację i tylko o reakcję. Stąd czasem niezadowolenie "wykształciuchów" ;-) Ja myślę, że ta kampania spełnia swoją rolę. |  | Bill Bordowy 20.01.2008 | A ja się zgadzam z Autorem. Jasne, że kampania pożyteczna, ale ideowo to ledwo-ledwo. Sam już wcześniej o tym pisałem: "tu mamy tylko mniejszości przyczajone na ginących w tłumie czarno-białych plakatach. Przedstawiając je na własne podobieństwo, w gruncie rzeczy zgadzamy się jedynie na konserwatywną wersję tolerancji - niech Inni sobie będą Inni, pod warunkiem, że schowają głęboko swoją inność (czyli staną się tacy sami jak my). To trochę za mało w świecie, w którym pękają granice, a emigracja staje się chlebem powszechnym". |  | Miko 24.01.2008 | "Jestesmy tacy sami jak wy - elity spoleczenstwa, dlatego mozecie nas pokazywac" - taki moim zdaniem jest przekaz tej kampanii. Absolutna zgoda z tezami autora.
...inna rzecz, ze historia ruchow emancypacyjnych czy tez afirmacji mniejszosci bardzo czesto zaczyna sie od przedstawien innych jako takich samych jak wiekszosc. "Chcemy byc normalni" - to pierwszy krok dot tego, by pozniej mowic - chcemy byc inni, bo mamy do tego prawo. Moze rzeczywiscie jest tak kiepsko w Polsce, ze trzeba na razie takich komunikatow jak w tej kampanii?... To smutne byloby, jednak pytanie - czy zadziala komunikat o innosci, a do tego prowokacyjny? W tym sensie, artykul o cenzurze rynku w reklamie spolecznej przeciw homofobii, ktory na tym portalu, jes tduzo smutniejszy, bo przeciez o tym, ze rynek jest niesprawiedliwy i ze niej est doskonalym mechanizmem regulujacym relacje miedzy ludzmi w kraju cudu Balcerowicza nikt nie powie |
TE ARTYKUŁY MOGĄ CIĘ ZAINTERESOWAĆ
|